W globalnej wiosce nie rzucam się w oczy. W zasadzie nawet nie podążam jej główną ulicą…Mieszkam gdzieś na skraju osady, przyjmując ochłapy, które przypadkiem mi się trafią lub rzuci mi je ktoś litościwy.

Nie posiadam telewizora (“by the end of the first month, I did not miss TV“). Mało wiem, co tam u globalnych sąsiadów. Średnio mnie to interesuje.

Nie śledzę onetu. Kiedy raz w roku posłucham listy przebojów Trójki, dziwię się co za badziewie i co to za utwory. I zaskoczy mnie, że Niedźwiedzki już jej nie prowadzi…

Za każdym razem, kiedy biorę do ręki Wired, przekonuję się, że jestem 100 lat za Afroamerykanami. Z reguły jestem na etapie kategorii Expired, rubrykę Wired czytam jak kiedyś oglądało się Bliżej Świata w telewizji. Nie mam konta na Facebooku – ba, nigdy nie widziałem jak wygląda profil w tym serwisie – nie mam strony na myspace, nie bywam na Gronie, nie używam żadnego narzędzia Googla poza wyszukiwarką. Kiedy raz na rok wejdę na czat, nie rozumiem, co ludzi może w nim kręcić. Jedynym komunikatorem jakiego używam jest gg w wersji 6.1. Uważam, że obraz z monitora CRT jest o niebo lepszy i bardziej komfortowy niż z wyświetlacza LCD.

Nie podążam za wymaganiami nowoczesności i mody.
Mój telefon komórkowy nie wymaga ładowania co 2 dni, nie posiada mp3 playera, aparatu fotograficznego, ani nawet kolorowego wyświetlacza czy też możliwości odbierania MMSów. Nie używam bezprzewodowego internetu, nie postawiłbym sobie w domu routera WiFi.

Uważam, że tatuaże szpecą, a nie upiększają, w dodatku świadczą o braku wyobraźni i zdolności przewidywania na więcej niż 5 lat do przodu. Nie lubię kolczyków w sutkach, łechtaczkach, jakichkolwiek wargach ani nosie.

Uważam, że krótkie spodnie przystoją facetowi co najwyżej wybierającemu się pograć w siatkówkę plażową, a ogolona na zero głowa to co najwyżej próba zamaskowania łysiny.

Polską potrawą narodową ciągle nie jest dla mnie kebab, samochód wcale nie musi mieć klimatyzacji, a red bulla piję średnio raz w roku, zazwyczaj dlatego, że upływa mu termin ważności.

Płot lansowanego stylu życia, którego stare deski ktoś pomalował farbą na jaskrawy kolor i krzyczy, że to zupełnie coś nowego, stanowi oparcie dla moich pleców. Siedzę i czekam na jałmużnę od przebiegających, zabieganych i zagubionych w swoich życiach ludzi, którzy z całej siły chcą być wewnątrz ogrodzenia.

Ja nie muszę.

Jestem penerem globalnej wioski.

Dodaj link do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Gwar
  • Wahacz.pl
  • Śledzik