Jako że od ponad 5 lat nie posiadam telewizora, odzwyczaiłem się od populistycznych nawyków mediów.

Przez 2 pierwsze dni listopada przejechałem po polskich drogach ponad 800 kilometrów i rzadko kiedy sprawiało mi to tyle przyjemności.

Niewielki ruch, w sumie nie tak uciążliwe kontrole prędkości (chociaż na meganki musiałem dość mocno uważać ;)), piękna pogoda.

Wszędzie, oprócz “ostatniej mili” przed samym cmentarzem, ruch odbywał się nader płynnie, nie doświadczyłem też żadnych oznak lamerstwa słynnych niedzielnych kierowców. Za wyjątkiem jednego parkingu w Łodzi, kiedy z zainteresowaniem obserwowałem trzy panie bezskutecznie usiłujące zaparkować Skodę równolegle na chodniku w miejscu około dwukrotnie dłuższym od samochodu.

Z tym większą siłą zaszokowały mnie komentarze dotyczące akcji Znicz, gdzie w telewizji grzmiało o wypadkach, utrudnieniach, masowych kontrolach i tym podobnych.

Przypomniało mi to, jak jechałem zimą na narty. Pusta, piękna zakopianka, przykryta równą, cieniutką warstwą świeżutkiego śniegu, który właśnie dość mocno padał. Jechało się bardzo miękko, z delikatnym, przyjemnym dźwiękiem ugniatanego oponami śniegu. Po prostu idealne warunki zimowe. Do samego przejścia granicznego w Łysej Polanie.

Nagle – telefon. Ktoś z rodziny pyta jak sobie radzę, bo – jak usłyszał w radio – fatalne, bardzo trudne warunki drogowe, wydłużające się korki, dosłownie – cała południowa Polska sparaliżowana.

I oczywiście słynni drogowcy, zaskoczeni przez zimę. Nie wiem jak Ty, ale ja nie jestem w stanie zrozumieć, jak można uniknąć tego, żeby śnieg padał na drogę, skoro pada wszędzie dookoła. Media najwyraźniej tego oczekują.

Trochę tak jak z antystatycznymi płynami do mycia mebli drewnianych, które zapobiegają osiadaniu kurzu. Gdyby to działało, problem kurzu można by rozwiązać definitywnie – wystarczyłoby wyczyścić tym płynem wszystkie meble oprócz jednego blatu i odkurzać tylko ten blat raz na tydzień.

To, że w czasie opadów śniegu znajdzie się go trochę na powierzchni drogi, jest naturalne. Zrozumcie to wreszcie.

Skoro nawet ja – mając kontakt z telewizją może raz na miesiąc – nie mogę już słuchać gadania o zasypanych drogach, oznacza, że jest to motyw wałkowany za każdym razem kiedy pada. Zawsze przecież uda się znaleźć jakąś drogę, gdzie pług jeszcze nie zdążył przejechać.

Jakim cudem to przechodzi na antenie? Czy widzowie tak już się do tego przyzwyczaili, że przestało im to przeszkadzać, tak jak umysł w końcu akceptuje często powtarzany utwór, choćby nawet było to coś tak niestrawnego jak Baśka Wilków (jeśli w tym momencie Twój umysł protestuje, to pokazuje tylko jak podatny okazał się on na manipulację medialną)?

Czy to jest źródło paranoi zimowej, zgodnie z którą niech tylko spadnie trochę śniegu, a 95% kierowców jedzie 40km/h?

Dodaj link do:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Gwar
  • Wahacz.pl
  • Śledzik