Ford Mondeo ST220 ’05
Posted by radxcell 2,209 views, 1,227 wordsApr 25
Od czasów starego Mondeo, mam sentyment do tych Fordów.
ST220 podoba mi się. Agresywna linia przodu dobrze koresponduje z dzikimi rurami wydechowymi z tyłu samochodu. Niezgrabne obłości poprzedniej wersji zastąpiono ładnymi ścięciami. Tuningowata siatka na grillach tym razem wyjątkowo nie wygląda wieśniaczo.

Dyskretny emblemat ST220 tuż nad dolną krawędzią pasa przedniego. Oprócz tego wiele nie różni go od standardowego, dobrze wyposażonego samochodu. Tyle tylko, że – jak wskazuje nazwa – ma na pokładzie 220 koni.
Wsiadanie do samochodu ułatwiają przebiegle umieszczone pod lusterkami lampki, które oświetlają przestrzeń obok drzwi.

Dość pomysłowe, przyjemne, niestety mało użyteczne. Z reguły bowiem do drzwi podchodzimy z tyłu i otwieramy je stojąc na wysokości tylnych. A jak już drzwi otworzymy, to lusterko wraz ze światełkiem odjeżdża nam w bok. Podobnie przy wysiadaniu – zanim skorzystamy ze światełka, to już oświetla bliżej nieokreśloną przestrzeń koło przedniego słupka.
OK, jesteśmy w środku. Miękki skórzany fotel bardzo dobrze trzyma w części lędźwiowej, jest odpowiednio szczupły, natomiast barki latają niemalże luźno.
Kierownica jest twarda, dość cienka i zimna, co jest nieprzyjemne. Za to pilot do radia, zamontowany poniżej dźwigni kierunkowskazow jest bardzo wygodny.

Włącznik świateł okazuje się mocno skomplikowany w obsłudze, zwłaszcza jeśli zamarzą nam się przeciwmgielne.
Bardzo duży wyświetlacz integruje funkcje radia, zmieniarki i komputera pokładowego, nota bene dość ubogiego w funkcje, a także zestawu głośnomówiącego. Wyswietlacz ten ma ekran dotykowy, raj dla każdego gadżeciarza. Można sobie zmieniać, ustawiać, przestawiać, przełączać. Za to bardzo użyteczny był zintegrowany z radiem zestaw, który z momencie odebrania telefonu wyłączał radio.
Fabryczne nagłośnienie produkuje całkiem przekonujący bas i takie sobie hihaty. Nie tną uszu ;)
Automatyczna klimatyzacja i stylowy, analogowy zegarek na środku konsoli.
Tablice wskaźników są białe i może się to nawet podobać. Samochód, którym jeździłem, miał na liczniku 30 tysięcy przebiegu, więc można powiedzieć, że był prawie nowy.

Ot, typowy roczny wózek z przeciętnym przebiegiem. Wskaźnik temperatury silnika jest wyskalowany w stopniach. Małe, a buduje wizerunek.

Po chwili odnalazłem przycisk do wyłączenia kontroli trakcji. Wyraźnie mnie to uspokoiło.
Za to 2 dni głowiłem się, co oznacza czerwona gwiazdka na tablicy. A to po prostu ostrzeżenie, że na zewnątrz jest zimno i może marznąć.
Z prawej strony mamy ogromny schowek na rękawiczki. W konsoli górnej jest etui na okulary.
Bardzo przyjemna jest w pełni elektryczna regulacja foteli. Jej zalety docenia się szczególnie w czasie jazdy, ponieważ delikatne dostosowanie fotela wymaga po prostu naciśnięcia odpowiedniego przycisku. Regulacja foteli w czasie jazdy jest zabroniona z uwagi na ryzyko, że jeśli w trakcie regulacji zajdzie niespodziewana sytuacja, fotel może nam się wyrwać spod kontroli i pojechać do oporu do przodu lub do tyłu. Tutaj tego ryzyka nie ma.
Dość zabawne – przynajmniej dla mnie – było brzmienie klaksonu.
Odjeżdżamy. Silnik na postoju mruczy uspokajająco. Kiedy ruszymy, samochód sprawia wrażenie dość narowistego, ale jest to przyjemne. Przednia szyba wypełniona jest setkami drucików w typowo fordowskiej implementacji ogrzewania, co jest świetne. Nie tylko szyba rozgrzewa się szybko, ale druciki rozpraszają nadjeżdżające z przeciwka światła reflektorów. Po prostu mniej boli. Kierunkowskaz podąża za modą i pierwsze położenie to 3 mignięcia, a dopiero drugie to miganie ciągłe. To powoli staje się standardem i dobrze, bo jest to wygodne.
Prawdziwym szałem dla mnie było grzanie przedniego fotela, bo akurat testowałem samochód zimą. Przy ustawieniu na maksymalną moc miałem wrażenie, że mnie poparzy. Nie wiem jakie to ma konsekwencje dla męskiej płodności, skoro ponoć ciepło laptopa na kolanach może na to wpłynąć. Podgrzewane siedzenie w ST220 było bardziej rozgrzane niż jakikolwiek laptop, który znam. I bliżej krytycznych miejsc.
Ford poprawił równiez skuteczność ogrzewania w stosunku do starego Mondziaka. W kabinie można zrobić naprawdę ciepło.
Jedziemy dalej.
Tradycyjne fordowskie wycie silnika Duratec, tym razem V6, za którym dopiero przychodzi pociągnięcie, pozostaje. Natomiast tutaj to pociągnięcie jest konkretne. Przyjemne jest to, że nie czuć turbodziury. Przyjemnie jest też podkręcić silnik pod czerwone pole pod 7 tysiącami obrotów, korzystając ze swobody 6-biegowej skrzyni. Chociaż VI bieg ma sens powyżej 120, a operowanie lewarkiem przy tylu możliwościach powoduje, że czasem można się pogubić. Przy 140 mamy 3,5 tysiąca obrotów. Agresywnej technice jazdy nie sprzyja brak hamowania silnikiem. Po odpuszczeniu gazu nie czułem hamowania, które dociążyłoby mi przód i podrzuciło tył. Przy tak dużym silniku powinno to być odczuwalne.
Konsekwencją dużej mocy jest łatwość zerwania trakcji w warunkach gorszej przyczepności. Ponieważ Ford nawet w ST220 nie zrezygnował z FWD, zerwanie powoduje, że samochód nie skręca. Jeżeli zatem za mocno dociśniemy na zakręcie, pojedziemy dalej prosto. Trzeba zaznaczyć, że stabilizacja trakcji działa bardzo dobrze i nawet w trudnych warunkach pozostawia nam kontrolę nad samochodem. Samochód wyraźnie nabiera głośności powyżej 100km/h i przy 130 jest głośniejszy w środku niż E46. Za to przy hamowaniu nieprzyjemnie, zbyt miękko i wyraźnie, nurkuje do przodu. Podobnie przy zmianie pasa. Samochód wyraźnie przechyla się na boki. Pomimo, że wskazuje to na dużą miękkość zawieszenia, poprzeczne nierówności z łatwością przedostają się do kabiny i czuć je wyraźnie. Z kolei być może ta miękkość sprawia, że miałem wrażenie, że ST220 ma tendencje do dość szybkiego wchodzenia w lekki uślizg boczny. Również bardziej agresywna zmiana biegu powoduje zanurkowanie samochodu do przodu lub do tyłu, zależnie co tą zmianą chcemy osiągnąć.
Przełożenie kierownicy jest takie, że miałem uczucie, że w czasie jazdy trzeba się solidnie nią nakręcić. Bardzo ciężko jest przejechać trasę bez odrywania rąk z pozycji 14:45.
Zaczynamy się bawić.
Wyprzedzanie jest typowo fordowskie. Takie brutalne. Osobiście wolę silniki, które po prostu po cichu, z elegancją i klasą, przyspieszają. ST220 wydaje się krzyczeć popatrz jaki jestem szybki, rzucam Ci tym w twarz. To nie jest mój styl jazdy szybkim samochodem.
W naturalny sposób, mocny samochód zachęca do zbadania osiągów. Do setki udało mi się rozbujać Forda w 7,5 sekundy. Pomiar elastyczności od 80 do 120 wykazał 8,2 sek na V biegu, 11,5 na VI biegu, a na IV biegu – 6,4, co jest świetnym wynikiem.
Bawimy się jeszcze mocniej.
Na kawałku zaśnieżonego placu bez problemu można wykonać 180° od tyłu do przodu, niestety skrzynia nie pozwoliła mi płynnie wyjść z tego jazdą do przodu. Wrzucenie jedynki z wstecznego wymaga puszczenia pierścienia na dźwigni zmiany biegów, w neutralnym położeniu skrzyni. To trwa znaczącą chwilę w sytuacji, kiedy samochód obraca się wokół własnej osi i po prostu nie było szans zdążyć. Być może że gdybym to robił przy 80km/h, wtedy miałbym czas na pozostawienie skrzyni na biegu neutralnym przez 2 sekundy. Nie miałem tyle czasu. Tak więc pełnego 360° nie umiem tym samochodem zrobić.
W kieszeni.
Te wszystkie zabawy zakończyły się średnim spalaniem 12,3l/100km. Przyzwoity wynik, chociaż trzeba podkreślić, że sporą część testu samochód przeszedł w trasie, a po mieście jeździł niewiele.
Co jest kompletną niedoróbką? Brak jakichkolwiek uchwytów w klapie bagażnika od środka. Otwarty bagażnik sterczy praktycznie pionowo do góry, tak więc żeby go zamknąć, trzeba chwycic za blachę pod tablicą rejestracyjną. Generalnie jest to jedno z brudniejszych i mocniej ubłoconych miejsc samochodu. Nie ma jak tego bagażnika chwycić i, chcąc nie chcąc, musimy łapać za blachę. Dodatkowo, nie ma szans, żeby przy takim układzie klapę zamknąć delikatnie. Musimy złapać za rant, pociągnąć lekko w dół i już klapa wali się z samej góry pełnym impetem w dół.
ST220 ma potencjał, żeby być bardzo dobrym samochodem. Dobrze trzymające zawieszenie Forda w połączeniu z mocnym silnikiem powinny stworzyć potężną maszynę. I chociaż przy starcie spod świateł ST220 zrobić może duże wrażenie, to do jazdy bardziej sportowej będzie nam przeszkadzać bujające się zawieszenie i ograniczenia skrzyni biegów. Być może jestem zepsuty przez samochód, którym jeżdżę na co dzień, natomiast o ST220 powiedziałbym tak: to dobry samochód dla tatusia rodziny, który chce zaszpanować wyciem silnika i mocnym autem, natomiast do agresywnej jazdy trzeba poszukać czegoś innego.



12 comments
Comment by r. on April 25, 2009 at 18:21
> Kierunkowskaz podąża za modą i pierwsze położenie to 3 mignięcia, a
> dopiero drugie to miganie ciągłe.
Da się normalnie, po ludzku, podziękować kierunkami?
>Agresywnej technice jazdy nie sprzyja brak hamowania silnikiem. Po
> odpuszczeniu gazu nie czułem hamowania, które dociążyłoby mi przód i
> podrzuciło tył. Przy tak dużym silniku powinno to być odczuwalne.
A z jakich prędkości obrotowych hamowałeś tym silnikiem? Bo zwykle to się czuje, jak się zbija biegi w okolice mocy maksymalnej (czy nawet odcinki, jak ktoś już zna auto i umie).
> Przełożenie kierownicy jest takie, że miałem uczucie, że w czasie jazdy
> trzeba się solidnie nią nakręcić.
Ile od końca do końca?
Comment by radxcell on April 25, 2009 at 22:26
1. Jak to jest “po ludzku”? Jak dla mnie – wlacznik awaryjnych jest na desce, trzeba do niego siegnac. Dość łatwe.
2. Od góry zakresu w dół. Nie wykonywałem kilkunastu podejść co 500 rpm. Generalnie odpuszczenie sie malo czuje. W Fiescie czuje mocniej.
3. Nie policzyłem i już nie policzę, chyba że ktoś z czytelników ma okazję?
Comment by r. on April 26, 2009 at 01:36
1. Po ludzku to jest raz mignąć jednym, raz drugim. W niektórych krajach odpalenie hazardów na autostradzie kończy się obłokiem dymu z rozgrzanych do czerwoności hamulców ;).
2. To rzeczywiście takie sobie odczucie. Z drugiej strony w nowoczesnym aucie od wytracania prędkości są hamulce, biegi się tylko zbija po to, by mieć zawsze właściwy.
3. Ciekawi mnie to. Żeby to auto miało sens, powinno być, powiedzmy, 2.5 obrotu od końca do końca. Ale takie przełożenie ma też wady: trzeba już trochę z respektem kręcić sterem.
Comment by ammu on April 27, 2009 at 14:22
Podgrzewane fotele wpływają na płodność u mężczyzn.
A może raczej na przejściowy jej brak ;)
Comment by Marcin on May 14, 2009 at 09:23
RadXcell, jakim samochodem jeździsz na codzień?
Comment by radxcell on May 14, 2009 at 09:55
Przede wszystkim Fiestusią. :)
No i czasem trzylitrowe BMW E46. Na zdjęciu u góry na starcie Street Legal.
Comment by m. on May 27, 2009 at 17:14
“Z drugiej strony w nowoczesnym aucie od wytracania prędkości są hamulce, biegi się tylko zbija po to, by mieć zawsze właściwy.”
Bzdura. Hamowanie silnikiem to tym bardziej prawidlowa metoda w nowoczesnych samochodach. W tych starszych, w ktorych byl gaznik nie powodowala oszczednosci. W nowych komputer odcina doplyw paliwa do wtryskow dzieki czemu oszczedzamy nie tylko hamulce ale i paliwo.
Nie wspomne juz o kwestiach bezpieczenstwa…
Comment by rafal on June 8, 2009 at 19:35
“Za to 2 dni głowiłem się, co oznacza czerwona gwiazdka na tablicy. A to po prostu ostrzeżenie, że na zewnątrz jest zimno i może marznąć”
Kolego ta lampka zapala się poniżej 0 stopni Celsjusza, nad nią znajduje się pomarańczowa oznaczająca temeraturę od 0 do 4 st. C., powyżej 4 st. żadna z nich nie świeci. Dzięki nim nie zaskoczy żaden oblodzony zakręt ;).
Co do hamowania silnikiem to próbę tą robiłeś na 6 czy 2 biegu ?
Comment by radxcell on June 8, 2009 at 20:56
Zapewne jakoś pomiędzy – na 2-3-4 biegu. Nie pamiętam już w tej chwili.
Comment by Jacek on September 25, 2009 at 22:38
a czy przy obecnej jego cenie oscylującej w granicach 30 tys. zł. zamieniłbyś e46 330 na takiego fordka?
Comment by radxcell on September 27, 2009 at 10:45
30 tysięcy? u mnie w pracy jest gość, który właśnie popycha TDCI 170KM z tego rocznika za 45. ST220 za 30 tysięcy musiałoby być mocno zdefasonowane.
Zamienić BMW na Forda? ;)
Te samochody dzieli przepaść jeśli chodzi o prowadzenie. Myślę, że nawet na dwa bym nie zamienił.
Comment by r. on September 27, 2009 at 22:30
[...]
Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, to lepiej akurat hamować hamulcem zasadniczym — rzecz w tym, że nic w aucie nie dzieje się od razu, zanim ponapina się zawieszenie, zanim nastąpi transfer ciężaru, zanim tarcze i klocki się rozgrzeją (co akurat jest ważne przy tych bliższych sportowym lub/i w deszczu), wreszcie zanim przeniesiesz nogę z nad gazu na hamulec i wciśniesz, to chwila mija. Tu pół sekundy, tam pół sekundy, przy odpowiednio dużej prędkości odnajdujesz się kilkanaśćie-dziesiąt metrów dalej.